Komunikacja biznesowa po angielsku — dlaczego dobry Business English już nie wystarcza?
„Mój angielski jest całkiem dobry, ale na spotkaniach nadal nie mówię tyle, ile bym chciał.”
„Kiedy mam czas się przygotować, jest OK. Gorzej, kiedy ktoś zada mi pytanie, którego się nie spodziewam.”
„Wiem, co chcę powiedzieć, tylko po angielsku zajmuje mi to za dużo czasu.”
To są zdania, które bardzo często słyszę od osób pracujących na co dzień w międzynarodowym środowisku.
I co ciekawe, wcale nie mówią tego osoby, które słabo znają angielski. Często są to managerowie i specjaliści na poziomie B2 czy C1, którzy od lat używają angielskiego w pracy. Prowadzą spotkania, piszą maile, rozmawiają z klientami i współpracują z zespołami z różnych krajów.
A jednak w niektórych sytuacjach czują, że coś nie działa.
I bardzo często dochodzą do wniosku: muszę poprawić angielski.
Tylko czy na pewno problemem jest angielski?
Dobry Business English to czasami dopiero początek
Oczywiście znajomość języka ma znaczenie. Jeżeli brakuje Ci podstawowego słownictwa, masz trudność ze zrozumieniem rozmówców albo budowanie zdań wymaga dużego wysiłku, rozwój językowy będzie potrzebny.
Ale na pewnym poziomie pojawia się inny problem.
Twój angielski jest już wystarczająco dobry, żeby pracować. Jednocześnie wraz z rozwojem zawodowym rosną wymagania dotyczące tego, co masz za pomocą tego języka zrobić.
Masz nie tylko uczestniczyć w spotkaniu, ale też zabierać głos i wpływać na jego przebieg.
Nie tylko przedstawić dane, ale wyciągnąć z nich wniosek i przekonać innych do rekomendacji.
Nie tylko odpowiedzieć klientowi, ale czasem zakwestionować jego pomysł albo powiedzieć „nie”.
Nie tylko przygotować prezentację, ale poradzić sobie z pytaniami, których wcześniej nie dało się przewidzieć.
I tutaj zaczyna się różnica między znajomością Business English a skuteczną komunikacją biznesową po angielsku.
Możesz znać odpowiednie zwroty i nadal mieć problem z komunikacją
Weźmy prosty przykład.
Podczas spotkania nie zgadzasz się z propozycją klienta.
Jeżeli wpiszesz w Google „jak nie zgodzić się po angielsku”, znajdziesz mnóstwo przydatnych zwrotów:
I see your point, but…
I’m not sure I agree.
I have a slightly different perspective.
Warto je znać. Sama od lat uczę języka w kontekście konkretnych sytuacji biznesowych i wiem, jak dużą różnicę może zrobić odpowiednio dobrane sformułowanie.
Tylko że w prawdziwej rozmowie znajomość zwrotu jest dopiero początkiem.
Musisz jeszcze zdecydować, jak bezpośrednio chcesz się nie zgodzić. Czy wystarczy zasygnalizować wątpliwość, czy trzeba jasno powiedzieć, że proponowane rozwiązanie nie zadziała? Jak uzasadnić swoje stanowisko? Czy od razu zaproponować alternatywę? Jak inaczej przeprowadzisz tę rozmowę z kolegą z zespołu, a jak z klientem albo osobą kilka poziomów wyżej w organizacji?
Możesz więc użyć perfekcyjnie poprawnego zdania i nadal nie osiągnąć celu rozmowy.
Bo problem nie zawsze dotyczy tego, jak coś powiedzieć po angielsku. Czasami trzeba najpierw wiedzieć, co właściwie chcemy osiągnąć i jak zbudować komunikat, żeby zwiększyć na to szansę.
Dlaczego osoby na poziomie B2 i C1 nadal blokują się na spotkaniach?
To szczególnie ciekawe, bo poziom języka i skuteczność komunikacji nie zawsze idą w parze.
Możesz mieć bardzo bogate słownictwo, ale mówić tak długo i szczegółowo, że rozmówcy tracą główny wątek.
Możesz świetnie przygotowywać prezentacje, ale mieć trudność, kiedy senior manager przerwie Ci po dwóch minutach i zapyta: So what exactly are you recommending?
Możesz rozumieć wszystko, co dzieje się podczas spotkania, ale zanim ułożysz sobie idealną odpowiedź po angielsku, ktoś inny zdąży już przejąć rozmowę.
Możesz też znać wszystkie „professional phrases”, a mimo to brzmieć tak ostrożnie, że Twoja rekomendacja zaczyna przypominać luźną sugestię.
Dlatego kiedy ktoś mówi mi: „muszę poprawić Business English”, chcę najpierw wiedzieć, co konkretnie jest dla niego trudne.
Bo odpowiedź może być zupełnie inna dla osoby, której rzeczywiście brakuje języka, i dla osoby, która potrzebuje nauczyć się lepiej wykorzystywać język, który już zna.
Czego więc potrzebujesz oprócz angielskiego?
Nie ma jednej listy dla wszystkich, bo dużo zależy od stanowiska i sytuacji, w których komunikujesz się na co dzień. Są jednak obszary, które regularnie pojawiają się w pracy z osobami funkcjonującymi w międzynarodowych organizacjach.
Zabieranie głosu na spotkaniach
Nie chodzi tylko o znajomość zwrotów typu Can I add something here?
Trzeba zauważyć moment, w którym warto wejść do rozmowy, umieć zrobić to bez długiego przygotowania i przedstawić swoją myśl na tyle jasno, żeby inni mogli na nią zareagować.
Dla wielu osób właśnie spontaniczność jest trudniejsza niż sam angielski.
Mówienie krótko i konkretnie
To jedna z kompetencji, nad którymi warto pracować szczególnie wtedy, gdy zaczynamy komunikować się z bardziej senioralnymi osobami.
Częsty problem nie polega na tym, że ktoś ma za mało do powiedzenia. Wręcz przeciwnie — ma za dużo.
Chce podać cały kontekst, wyjaśnić, co wydarzyło się wcześniej, pokazać wszystkie dane i zabezpieczyć się przed każdym możliwym pytaniem.
Tymczasem odbiorca często potrzebuje najpierw usłyszeć:
Co się stało? Co to oznacza? Co rekomendujesz? Czego potrzebujesz ode mnie?
Dopiero potem możemy wejść w szczegóły.
To nie jest kwestia lepszego słownictwa. To kwestia struktury komunikatu.
Przekonywanie i prezentowanie rekomendacji
W wielu rolach samo przekazanie informacji już nie wystarcza.
Trzeba uzyskać zgodę na projekt, przekonać stakeholdera do zmiany, zawalczyć o zasoby albo pokazać, dlaczego jedna opcja jest lepsza od drugiej.
Można mówić bardzo poprawnie po angielsku i jednocześnie przedstawić słaby argument.
Można też używać stosunkowo prostego języka, ale zbudować komunikat tak, że odbiorca dokładnie rozumie problem, rekomendację i powody, dla których warto ją poprzeć.
Trudne rozmowy
Tu język oczywiście jest ważny, bo jedno źle dobrane sformułowanie może zmienić ton całej rozmowy.
Ale znowu: sama lista „polite phrases” nie wystarczy.
Co zrobisz, kiedy klient oczekuje czegoś, czego Twój zespół nie jest w stanie dostarczyć?
Jak powiesz, że termin jest nierealny?
Jak zakwestionujesz decyzję?
Jak przekażesz feedback?
Jak zareagujesz, kiedy ktoś mocno skrytykuje Twój pomysł?
W takich rozmowach trzeba umieć znaleźć równowagę między dyplomacją a jasnością. I nie zawsze „bardziej polite” oznacza „bardziej skutecznie”.
Komunikacja z senior stakeholders
To kolejny obszar, w którym widzę dużą różnicę między językiem a komunikacją.
Możesz mieć dziesięć minut przygotowanej prezentacji, a po minucie usłyszeć:
What do you need from us?
I teraz trzeba umieć odpowiedzieć jednym czy dwoma zdaniami.
Nie chodzi o najbardziej zaawansowane słownictwo. Chodzi o to, czy potrafisz szybko zdecydować, co jest najważniejsze z perspektywy odbiorcy.
W międzynarodowym środowisku dochodzi jeszcze jedna warstwa
Pracując po angielsku, często rozmawiamy z osobami, dla których angielski również nie jest pierwszym językiem.
Do tego dochodzą różne style komunikacji, różne kultury organizacyjne i bardzo różne oczekiwania dotyczące tego, co znaczy być „direct”, „professional” czy „polite”.
Dla jednej osoby zdanie:
I don't think this will work.
jest zupełnie normalnym elementem dyskusji.
Dla kogoś innego może zabrzmieć bardzo ostro.
Jedna osoba bez problemu wejdzie komuś w słowo, bo traktuje to jako naturalną część dynamicznej rozmowy. Inna będzie czekać na wyraźną przerwę i w efekcie może przez całe spotkanie nie znaleźć dobrego momentu, żeby się odezwać.
Dlatego w globalnym środowisku nie wystarczy nauczyć się jednego „właściwego” sposobu komunikowania się po angielsku.
Trzeba nauczyć się obserwować, dostosowywać i świadomie wybierać sposób komunikacji.
Czy to oznacza, że Business English nie jest już potrzebny?
Absolutnie nie.
Bez języka trudno rozwijać komunikację w tym języku.
Ale zmieniłabym pytanie, od którego zaczynamy.
Zamiast:
„Jakiego angielskiego jeszcze muszę się nauczyć?”
warto czasem zapytać:
„W jakich sytuacjach zawodowych moja komunikacja nie działa jeszcze tak, jak bym chciał?”
Może się okazać, że potrzebujesz większej swobody językowej.
Ale może też wyjść coś zupełnie innego.
Na przykład to, że trudno Ci szybko przejść do sedna. Że za długo przygotowujesz odpowiedź. Że Twoje rekomendacje brzmią zbyt ostrożnie. Że unikasz disagreement. Że świetnie radzisz sobie w rozmowie 1:1, ale znikasz podczas spotkania z ośmioma osobami. Albo że potrafisz dobrze prezentować przygotowany materiał, ale Q&A jest dla Ciebie znacznie trudniejsze.
I wtedy kolejna lista słówek raczej nie rozwiąże problemu.
Od nauki języka do rozwijania komunikacji
To również zmienia sposób, w jaki można pracować nad Business English.
Wyobraźmy sobie, że masz przedstawić rekomendację senior management.
Możemy zacząć od listy przydatnych zwrotów do prezentowania rekomendacji.
Ale możemy też zacząć od czegoś zupełnie innego:
Co chcesz, żeby odbiorcy zrobili po tej prezentacji?
Jakiej decyzji potrzebujesz?
Co jest dla nich najważniejsze?
Jakie mogą mieć obiekcje?
Co muszą usłyszeć na początku, a co może poczekać?
Dopiero kiedy to wiemy, możemy pracować nad strukturą wypowiedzi, językiem, sposobem przedstawienia argumentów, reakcją na pytania czy delivery.
Język nadal jest bardzo ważny.
Po prostu przestaje być jedynym elementem układanki.
Jak sprawdzić, czy problemem naprawdę jest Twój angielski?
Jeżeli pracujesz po angielsku i masz poczucie, że coś w Twojej komunikacji Cię ogranicza, spróbuj przez chwilę nie myśleć o poziomie językowym.
Zamiast pytać „czy mój angielski jest wystarczająco dobry?”, pomyśl o konkretnych sytuacjach.
Czy zabierasz głos na spotkaniach wtedy, kiedy masz coś ważnego do powiedzenia?
Czy potrafisz przedstawić swoją rekomendację w dwóch–trzech zdaniach?
Czy jesteś w stanie nie zgodzić się z kimś bez wycofywania się ze swojego stanowiska?
Czy potrafisz odpowiedzieć na niespodziewane pytanie bez układania wcześniej całej odpowiedzi w głowie?
Czy umiesz dostosować sposób komunikacji do tego, czy rozmawiasz z kolegą z zespołu, klientem czy członkiem zarządu?
Czy po Twojej wypowiedzi druga osoba wie, czego od niej oczekujesz?
Jeżeli w którymś z tych miejsc odpowiedź brzmi „nie zawsze”, nie musi to oznaczać, że potrzebujesz „lepszego angielskiego”.
Być może potrzebujesz lepszych narzędzi do komunikowania się po angielsku.
Angielski jest narzędziem. Liczy się to, co potrafisz z nim zrobić.
Dla mnie właśnie tutaj przebiega najważniejsza granica między tradycyjnym Business English a rozwijaniem komunikacji w międzynarodowym środowisku.
Nie chodzi o to, żeby przestać rozwijać język.
Chodzi o to, żeby nie traktować go jako celu samego w sobie.
W pracy angielski ma nam pomóc zabrać głos, kiedy mamy coś ważnego do powiedzenia. Przekonać innych do pomysłu. Powiedzieć „nie”. Wyjaśnić problem. Przeprowadzić trudną rozmowę. Obronić rekomendację. Zadać dobre pytanie. Uzyskać decyzję.
Dlatego jeśli Twój angielski jest już na dobrym poziomie, ale nadal czujesz, że w niektórych sytuacjach zawodowych nie komunikujesz się tak skutecznie, jak byś chciał, nie zakładaj automatycznie, że rozwiązaniem jest kolejny kurs Business English.
Najpierw warto sprawdzić, co dokładnie Cię ogranicza.
Bo czasami nie potrzebujesz już więcej angielskiego.
Potrzebujesz nauczyć się lepiej wykorzystywać ten, który już masz.
A jak wygląda Twoja komunikacja po angielsku?
Jeżeli pracujesz w międzynarodowym środowisku i chcesz zobaczyć, które obszary komunikacji są już Twoją mocną stroną, a nad którymi warto jeszcze popracować, możesz zacząć od International Communication Skills Audit.
Audyt nie sprawdza, czy znasz odpowiednią liczbę słówek albo czy pamiętasz zasady gramatyczne. Pomaga spojrzeć na komunikację przez pryzmat sytuacji, z którymi rzeczywiście spotykasz się w pracy — między innymi spotkań, spontanicznych wypowiedzi, prezentowania rekomendacji, trudnych rozmów i komunikacji ze stakeholderami.